Zielone Świątki i epidemia



Dziś - Zielone Świątki, święto o długiej tradycji, ostatnio jakoś zapomniane.

Najpierw było świętem ludowym, pełne śpiewów i tańców, gloryfikujące apogeum wiosny według tradycji słowiańskiej. 
Zgodnie z rytuałami starano się wkupić w łaski bóstw związanych z płodnością, a także osłabić demony wodne, które wpływały na nieurodzaj, ale przede wszystkim powodowały liczne utonięcia w sezonie kąpielowym.
Głównie czary więc polegały na pozbyciu się rusałek, nimf wodnych i innych podobnych stworów.
W domostwach praktykowane było też tak zwane "majenie", czyli upiększanie domu zielonymi gałązkami zatkniętymi za obrazy, przy drzwiach czy w kątach pokoi. 
W późniejszym czasie uroczystości te stały się świętem wiosny obchodzonym w okolicach katolickiej Pięćdziesiątnicy i jak zawsze zwyczaje się przemieszały i teraz trudno odróżnić co słowiańskie, a co chrześcijańskie.
Zielone Świątki wiążą się też z kultem ognia, a w Krakowie z huczną zabawą na Bielanach. O tym już pisałam na łamach bloga, zajrzyjcie TUTAJ

Dzisiaj cofamy się znowu o tę samą ulubioną liczbę, czyli  Kraków 100 lat temu.
Artykuł z "Gońca Krakowskiego" maj 1920 roku. Przeczytajcie! Mimo stylistyki językowej, myślę, że wiele z nas utożsami się ówczesnymi majowymi nastrojami. A o samej epidemii piszę pod artykułem.

Zabawa na Bielanach ODWOŁANA Z POWODÓW EPIDEMII!!!
"Zwłaszcza teraz, gdy nadspodziewanie świetny rozkwit wiosny ustroił las bielański w przepych zieleni, tem bardziej odczuwamy nieodwołalny za­kaz władz urządzenia tradycyjnego, a obfitującego w różne niespodzianki zbiegowiska. 

W jednym roku zakazano wędrówki na Biela­ny z powodu cholery, w drugim ze względu na srożącą się hiszpankę, obecnie znowu wlazło nam w drogę przebrzydłe tyfusisko. W ten sposób góra bielańska, będąca tradycyj­nie miejscem uciechy i beztroskiej swawoli, teraz ziejąca pustką i obłożona zakazami, stała się, jak gdyby jakąś ponurą górą śmierci, którą z daleka omijać należy. 
I słusznie. 
Bo w czasach szalejących epidemii i chorób wszystko człowiekowi, chociażby w lasku nad­wiślańskim, łatwo zaszkodzić może. 
Tyfusu nabawisz się w panoramie i na karuzeli, świerzbu na huśtawce, kołowacizny w tańcu na murawie przy dźwiękach mlaskotów, a reumaty­zmu i zapalenia stawów przy spoczynku w krza­czkach. 
Za każdego drzewa, czy zagajnika czai się jakiś obskurny bakcyl, by rzucić się czy to na setnego wojaka, czy też na przedmiejską rusałkę.
Zabawa więc przepadła. 
Ale dla pobożnych pątników pozostaje jeszcze możność wędrówki do pustelni i klasztoru Kamedułów, gdzie na drodze, wiodącej do kościoła, można się nacieszyć wspaniałą galeryą dziadów, odpowiednio spreparowanych dla wzbudzania li­tości. 

W uszach jeszcze ów gwar i zgiełk od­pustowy z przed lat na Bielanach. 
Majaczą we wspomnieniach wspaniałe postacie andrusów i ich ulubienic, kręcących się niezmordowanie w takt "rachciachciachów" i „ojów“. Migotają, jak przez mgłę, bujające huśtawki z 
wiejskiemi nimfami, za któremi wodzili tęsknem spojrzeniem postawni panowie.  Słyszę jeszcze ów magiczny okrzyk: "Lodi poziomkowe, śmietankowe!" i widzę lodziarza, jak szczerbatą drewnianą łyżką dłubie w zardzewiałej blaszanej puszce. Tłum barwny mieszczuchów, ryczące kataryny i orkiestryony, wywoływacze z przed panoram, tysięczne kramy z kolorowemi obrzydliwościami i łakociami. 

Wszystko to kiedyś odżyje, gdy przycichną epi­demie...  Różnych bowiem uciech dostarczają zmysłom 
zabawy krakowskie. "

Tak, tak, nam dziś jest o wiele łatwiej! Mimo deszczu za oknem i pandemii koronowirusa,  to my w ilości 150 osób możemy się przemieszczać od górki do górki aż po Srebrną Górę - tradycyjne miejsce świętowania Zielonych Świątek. :) 

Odnośnie tyfusu plamistego:
Epidemia tyfusu zaczęła się jeszcze podczas I Wojny światowej, potem sytuacja w kraju pogorszyła się po wtargnięciu do Polski wojsk sowieckich. Tylko w styczniu 1920 roku odnotowano w Polsce 100 000 nowych przypadków zachorowań na tyfus i 12 000 zgonów. Z każdym miesiącem było coraz gorzej. Przytaczam artykuł mówiący o spadku liczb zachorowań w maju.





 Ostatecznie z tą chorobą rozprawiono się przy pomocy szczepionki, którą wynalazł w latach 20. XX wieku polski biolog, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, Rudolf Stefan Weigl, który to 12 lat po wojnie przebywał w Krakowie!


Có,ż my też czekamy aż to wszystko ożyje... 
Swoją drogą, a może by tak PRZYWRÓCIĆ piękną tradycję Zielonych Świątek na Bielanach?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza